PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Protoavis
2015-02-25, 00:27
Stanisław Jędryka - wywiad
Autor Wiadomość
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-02-05, 20:19:51   

Szara Sowa napisał/a:
Jak Pan wspomina współpracę z Joanną Pacułą, wedle wielu komentarzy Polką, która jako jedyna obok Poli Negri zrobiła karierę w Hollywood?


Stanisław Jędryka: Goni ją teraz co prawda teraz Weronika Rosati (śmiech). Joanna Pacuła była wtedy dopiero w szkole aktorskiej. Ja tam po prostu zajrzałem i oglądałem zajęcia i przyglądałem się. Jej uroda była uderzająca i trudno było nie zwrócić na nią uwagi. Pozostawał tylko problem jak z jej aktorstwem. Czy ona sobie w takiej dużej roli poradzi. Moim zdaniem poradziła sobie doskonale. Była bardzo zaangażowana w pracę. Była zaprzeczeniem opinii, że z młodymi pięknymi aktorkami wiążą się jakieś afery, skandale. Co prawda parę osób się w niej kochało, najlepszym dowodem jest niedawno opublikowany wywiad z Piotrem Fronczewskim (śmiech). Natomiast ona w plenerze, w Płocku, po zdjęciach, gdy jest czymś normalnym, że ekipa po zdjęciach zaprzyjaźnia się, pojawiają się jakieś brydże, jakaś wódeczka, po prostu towarzysko spędzają czas, to ona nie brała w tym udziału. Na planie zawsze była punktualna, przygotowana, gotowa do pracy. Po ostatnim klapsie wracała do hotelu. Ja co prawda też nie brałem za bardzo udziału w tym życiu towarzyskim, ale jakoś nigdy nie widziałem jej w tym rozbawionym towarzystwie. Raz tylko przyjechał do niej na sobotę i niedzielę Mirosław Konarowski i wyraźnie widać było, że coś ich tam łączy. Zresztą wtedy obsadziłem go w epizodycznej roli żołnierza na dworcu. Tylko dlatego zagrał, że przyjechał, ja go zobaczyłem i zaproponowałem mu ten epizod.

O Joannie Pacule mogę więc powiedzieć same pozytywne rzeczy, nie było mowy o jakiejś wodzie sodowej, choć wtedy co prawda dopiero stała u progu kariery. Nie miała nic z gwiazdy. Jak sobie teraz przypomniałem raz tylko była sytuacja trochę konfliktowa, kiedy w trakcie jednej ze scen nie chciała zdjąć biustonosza, co było wcześniej przecież napisane w scenariuszu, który przecież wcześniej znała i zgadzając się na tę rolę, było dla mnie oczywiste że na tę scenę się zgadza. Długo z nią o to walczyłem, w końcu zgodziła się i na ułamek sekundy opuszcza ten biustonosz. I to był jedyny konflikt między nami.

Podejrzewam, że jak zaczęła robić światową karierę, to może zaczęła zachowywać się inaczej, bardziej gwiazdorsko, bo to jest niemożliwe, aby ktoś był wiecznie skromny. Jednak sukcesy robią swoje, człowiek zaczyna bardziej wierzyć w siebie.

Szara Sowa napisał/a:
To była zdaje się jej pierwsza większa rola.


Stanisław Jędryka: Chyba tak. Ona się wcześniej gdzieś tam pokazała, ale ja ten film traktuję jako jej debiut. W końcu trzy półtoragodzinne odcinki to nie jest mała sprawa. A ona przecież jeszcze wtedy studiowała. Myślę, że widzowie ją bardzo dobrze odebrali. Raz że nieprzeciętna, wyróżniająca się uroda, co się od razu rzuca w oczy, a dwa zdolności aktorskie. Bo jednak w życiu jest tak, że tym bardzo pięknym paniom, z urodą często nie idzie w parze talent i wnętrze. Jednak w Polsce ona nie za wiele zagrała, a w filmach amerykańskich nie bardzo mogła jednak grać bardzo znaczących ról, bo wiadomo, że wykorzystywano to że była Polką, że miała taki akcent i tak ją na ogół obsadzano, jako nie amerykankę. Ona jeszcze potem bywała w Polsce, ale ja już z nią kontaktów żadnych nie miałem.

DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!

Mirosław Konarowski.jpg
Źródło: http://fototeka.fn.org.pl
Plik ściągnięto 5588 raz(y) 21,08 KB

Joanna Pacuła.jpg
Źródło: Filmweb
Plik ściągnięto 264 raz(y) 90,41 KB

_________________
  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-02-12, 10:37:44   

Kolejne odpowiedzi Pana Stanisława na pytania forumowiczów:


Szara Sowa napisał/a:
Jak można wyczytać w Internecie, serial „Zielona miłość” został wyprodukowany w 1978 r. Ale premierę miał w 1980 r. Co było powodem tej zwłoki?


Stanisław Jędryka: To jest chyba jakieś przekłamanie. Film był kręcony w 1977 r., a w 1978 został zmontowany i według mnie od razu pokazany w telewizji. W każdym razie nie pamiętam jakiejś specjalnej zwłoki.

Szara Sowa napisał/a:
Czy dobrze zauważyłem, że w tym serialu w tle pojawia się także Ariel – Marek Sikora?


Stanisław Jędryka: Tak. Gra on jednego z grupy przyjaciół głównych bohaterów. Bo ja się do aktorów przywiązywałem. Jeżeli mi ktoś odpowiadał typem aktorstwa czy wyglądem. Na przykład Bolesław Płotnicki czy Roman Wilhelmi. Wihlemi należał do tych aktorów, którzy nie obawiali się grać w filmach dla dzieci i młodzieży, bo ja często niejako uprzedzałem fakty i nie proponowałem ról np. Krystynie Jandzie, mimo że do scenariusza by pasowała. Nie chciałem po prostu usłyszeć odmowy i nigdy mi się w zasadzie nie zdarzyło, aby jakiś aktor mi odmówił.

Szara Sowa napisał/a:
Po naszym niedawnym spotkaniu w Poznaniu był Pan bardzo zaskoczony tym, że także osoby dorosłe czują sentyment do Pana twórczości, nawet takie już bardzo w sile wieku.


Stanisław Jędryka: Tak, musze przyznać, że coraz więcej spotykam się z wyrazami uznania od tej nieco starszej młodzieży. Niedawno byłem na uroczystości urodzinowej w pracowni mojej przyjaciółki – fotograficzki i było tam chyba z 50 osób w wieku ok. 40 lat (kilka tygodni później także w tym miejscu odbyło się spotkanie sekcji mazowiecko-łódzkeij naszego forum z p. Stanisławem - dop. Sz.S.). I tyle ile mnie spotkało z ich strony komplementów, to aż było dla mnie żenujące, w końcu stwierdziłem aby przestali, bo zacząłem czuć się jak jakiś eksponat na wystawie (śmiech). A mówili to z nieudawanym przejęciem.

Kilka tygodni temu byłem też w Muzeum Powstania Warszawskiego na spotkaniach edukacji filmowej dla młodzieży. Ale tym razem zaproszono ich z rodzicami i to rodzice stanowili połowę widowni. Oprócz „Do przerwy 0:1” i „Podróż za jeden uśmiech” pokazano tam też film dokumentalny „Tolek Banan i inni”. Na sali było 50 czy nawet 100 osób i film ten był oglądany w ogromnym skupieniu. Potem urządzono mi owację na stojąco i zarzucono mnie wieloma pytaniami. Z wypowiedzi wynikało, że bez moich seriali dzieciństwo tych ludzi, jak sami twierdzą, byłoby po prostu uboższe.

No i ciągle te moje filmy są w telewizji pokazywane. Zauważam też, że „Stawiam na Tolka Banana” przezywa jakby swoją druga młodość. Znalazłem artykuły, w których autorzy dowodzą, że film ten porusza jakieś bardzo ważne także dziś problemy młodzieży będącej troszkę na bakier z rzeczywistością. Że film ten jest czymś więcej niż tylko przygodową historią. Poza tym temat tego filmu został też podniesiony przy okazji informacji o śmierci Filipka (Sergiusza Lacha – dop. red.). To jest rzeczywiście dramatyczne i dla mnie bardzo przykre, że z tych sześciu młodych wykonawców już trzech nie żyje (także odtwórcy postaci Tolka Banana i Cygana – dop. red.). Ostatnio dowiedziałem się też, że zmarła córka Filipa Łobodzińskiego. Nie żyją już także trzej operatorzy, z którymi współpracowałem podczas moich ostatnich filmów.

DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!

Marek Sikora.jpg
Źródło: http://fototeka.fn.org.pl
Plik ściągnięto 1397 raz(y) 110,8 KB

Sergiusz Lach.jpg
Plik ściągnięto 345 raz(y) 32,15 KB

_________________
  
 
 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 14 razy
Wiek: 41
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 4687
Skąd: Ziemia Świętokrzyska
Wysłany: 2016-02-19, 13:58:38   

John Dee napisał/a:
Czy miewał Pan kontakt np. z Romanem Polańskim, który należy do Pana rocznika i rozpoczął studia w Łodzi w 1954 r.?



Stanisław Jędryka: Na pewno go spotykałem, ale ja się z nim nie zaprzyjaźniłem. Nie byłem blisko niego. On już na studiach wyróżniał się swoją osobowością, swoim zachowaniem. Jemu „Nóż w wodzie” otworzył drogę, no powiedzmy że jeszcze wcześniej „Dwaj ludzie z szafą”. Ale on dosyć szybko z Łodzi do Paryża wyjechał. On zaczął studia 2 lata później ode mnie, więc jakiegoś bardzo bezpośredniego kontaktu z nim nie miałem. Ale chodziliśmy na jedną małą i dość specyficzną uczelnię, o atmosferze takiej trochę domowej, więc tak normalnie mówiliśmy sobie „cześć”. I to tyle.

John Dee napisał/a:
Czy miał Pan kiedykolwiek kontakt z Nienackim w tych łódzkich latach?


Stanisław Jędryka: On też bywał w Honoratce, ale nie był, że tak powiem, w tej partii co ja. Ja go poznałem poprzez Helenkę Nowicką, jego żonę, kiedy był jeszcze na początku swojej kariery. Nakręciłem jego „Wyspę Złoczyńców”. A potem nasze stosunki były poprawne, życzliwe, od czasu do czasu żeśmy się gdzieś tam w Łodzi spotkali. Jednak nie byłem u niego na Mazurach, nie byłem na pogrzebie. Jak patrzę wstecz, to miałem z nim być może najmniej zażyłe stosunki spośród moich wszystkich scenarzystów. Pamiętam, że jak wydał swoją najgłośniejszą powieść „Raz do roku w Skiroławkach”, to wielu ustawiło się w kolejce aby ją nakręcić, ja przyznam się też, i nie byłem pierwszy w tej kolejce (śmiech), ale nic z tego nie wyszło. Co prawda z taką tematyką uprzedził go Borowczyk w Paryżu, który robił zresztą filmy na wysokim poziomie artystycznym, ale u nas była to wtedy nowość.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________


ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA ./redir/zapomnianabiblioteka.pl/ KSIĄŻKA-PRZYGODA-HISTORIA-TAJEMNICA

./redir/youtube.com/w...t=RD6ARKsZfxnNo
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-02-26, 08:34:27   

Szara Sowa napisał/a:
Czy w przypadku ujęć w Pana filmach, jak to się niekiedy zdarza, dużo do powiedzenia mieli operatorzy?


Stanisław Jędryka: Jest to ważna sprawa. Inscenizacje jak rozwiązać scenę wymyślałem ja. A że pracowałem też z operatorami, którzy mieli ambicje reżyserskie, czasami się wtrącali jak im się nie podobało, ale sugestie jak ma scena wyglądać były jednak ode mnie. Często się czyta czy słyszy, że za obraz czy inscenizację odpowiada operator. Była jeszcze rola tzw. drugiego operatora, czyli tzw. szwenkiera, który kierował ruchem kamery. U mnie jednak operator odpowiadał przede wszystkim za światło, bo to była jego główna dziedzina. Bywa oczywiście, że operatorzy mieli pomysły, propozycje rozwiązania sceny i oczywiście jeżeli było to sensowne, to tych uwag słuchałem. Ale za obraz, kadrowanie odpowiadałem ja, to były głównie moje pomysły.


John Dee napisał/a:
Ciekawe, dlaczego nic nie wyszło z projektu sfilmowania „Skiroławek”, skoro było tylu chętnych do nakręcenia filmu? I kim byli owi inni filmowcy stojący w kolejce przed panem Jędryką?


Stanisław Jędryka: Ponieważ książka jest mocno zaprawiona erotyką, to był to wtedy kąsek dosyć atrakcyjny. Ale wtedy chyba jeszcze nie było czasu na takie śmiałe spojrzenie na te sprawy. Zdaje się, że ekranizacją był zainteresowany jeszcze Krzysztof Gradowski i Janusz Kidawa, mówiło się też o innych. Ja się też zainteresowałem, ale nie w pierwszej kolejności, nawet nie rozmawiałem ze Zbigniewem Nienackim na ten temat, choć mógłbym, bo robiłem przecież „Wyspę Złoczyńców”, którą bardzo życzliwie przyjął. Zresztą co jakiś czas ten pomysł odżywał, ktoś do tego pomysłu wracał, ale teraz nie potrafię powiedzieć kto konkretnie. Ale z tego co wiem nigdy nie powstał nawet scenariusz, który by gdziekolwiek na jakiejś komisji się pojawił. Sama książka była jak na tamte czasy śmiała i odważna, a ponieważ warsztat pisarski Nienacki miał opanowany bardzo dobrze, to od strony warsztatowej to było ciekawe, od strony tematycznej nawet szokujące, odważne, więc i od strony filmowej też byłoby to ciekawe.


Borsuk napisał/a:
Czy wehikuł grający w Pana filmie i w serialu Huberta Drapelli mógł być ten sam?


Stanisław Jędryka: To musiał być inny samochód. To jednak sporo lat dzieli „Wyspę” od serialu. „Wyspa” została nakręcona w 1964 r. a serial ok. 1970 r.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-03-25, 08:24:19   

Szara Sowa napisał/a:
Jak wspomina Pan zmarłego niedawno Aleksandra Minkowskiego, autora scenariuszy kilku Pana seriali?


To ja zadzwoniłem do PAP-u aby powiedzieć o jego śmierci. Bo tak się złożyło, że pierwszy się od rodziny o tej śmierci dowiedziałem.
Aleksander Minkowski jest godny tego, aby dużo o nim mówić, a jeszcze więcej myśleć. W sposób dobry, ciepły. Kiedyś można by o nim powiedzieć, że był troszkę pupilem władzy, ale nie miało to większego znaczenia, bo miał autentyczny talent literacki, pisarski. Miał doskonale opanowany warsztat operowania słowem. I zajmował się szeroką tematyką, bo i dla dzieci i młodzieży, później też dla dorosłych. Ja zrobiłem 5 czy 6 lat temu film o nim, ale chyba nie pojawił się nigdy na antenie. I szkoda, bo on opowiadał wspaniale, operował barwnym językiem. Potrafił też pisać szybko, co czasami wytykano mu jako słabość, bo nie można pisać szybko i dobrze. Rzeczywiście często tak bywa, ale bywają wyjątki, gdy ta szybkość bywa atutem. A u niego szybkość wynikała z talentu. Mam odczucie, że o jego twórczości mówiło się zbyt mało.

Nakręciłem dwa seriale na podstawie jego tekstów: „Szaleństwo Majki Skowron” oraz „Zielona miłość”. Majka Skowron była chyba jak to się teraz mówi filmem wręcz kultowym. Nawet niedawno usłyszałem w „Szkle kontaktowym” pytanie jednego z prowadzących zadane drugiemu: „czy nie kochał się pan w Majce Skowron?”. Tak więc te seriale zostały i ciągle żyją. Kiedyś przechodziłem nad tym do porządku dziennego, a teraz zaczyna mi to sprawiać coraz większą satysfakcję. Duża to zasługa telewizji, która ciągle te filmy pokazuje, bo nie ma napływu nowych rzeczy.



John Dee napisał/a:
Studenci w łódzkiej filmówce kręcą w trakcie swoich studiów etiudy filmowe. Niektóre z nich, jak “Dwóch ludzi z szafą” Polańskiego lub “Erotyk” Skolimowskiego osiągnęły zasłużenie niemałą sławę.
Czy mógłby nam Pan coś opowiedzieć o swoich etiudach, jak “Stara cegielnia” 1955 r. Czy “Stadion” z roku 1958 to również etiuda, czy też już “prawdziwy” film? Czy powstały jeszcze jakieś inne i która z nich jest dla Pana najważniejsza?



Stanisław Jędryka: Pierwszą moją etiudą, był chyba 10 minutowy film szkolny zatytułowany „Ostatni wieczór”. Była to adaptacja opowiadania NRD-owskiego pisarza, mówiącego o małżeństwie lekarza mieszkającego w owym NRD, którzy planują wyjazd do Berlina Zachodniego. Mają już wszystko przygotowane na ten wyjazd, a właściwie ucieczkę, kiedy przybiega zrozpaczona matka chorego dziecka, błaga tego lekarza żeby złożył wizytę, zbadał to dziecko. Więc pojawia się problem. Lekarz ma wszystko precyzyjnie przygotowane do tej ucieczki, a z drugiej strony pojawia się problem z chorym dzieckiem dramatyzującą matką. No i ten stary lekarz staje przed dylematem co wybrać. Jak się możemy domyślać, bo tak wtedy musiało być (śmiech), lekarz decyduje się zostać. Była to więc bardzo dydaktyczna, nie najwyższego lotu literatura, choć konflikt jakoś tam ciekawy. Było to na trzecim roku, etiuda została pozytywnie oceniona. Grał tam znany przedwojenny aktor Jan Kochanowicz, pan po 60-tce, a matkę grała Celina Klimczakówna.

„Stara cegielnia” to była już etiuda dwudziestominutowa, traktowana jako film absolutoryjny, na podstawie tekstu Iwaszkiewicza. Kręciliśmy to pod Warszawą. Zagrał w niej, co było wielkim sukcesem Stanisław Milski, bardzo wtedy uznawany po „Pamiątce z celulozy”. Zagrała też tam Urszula Modrzyńska, jedna z czołowych aktorek tamtego czasu, która miała już za sobą ważne role np. w „Pokoleniu” (a przed sobą rolę Jagienki w Krzyżakach – dop. Sz.S.). Etiuda także została dobrze przyjęta. Aktorzy stworzyli tam ciekawe kreacje. Rzecz się dzieje podczas okupacji, w tytułowej cegielni, gdzie ukrywa się ranna działaczka podziemia, na której tropie są Niemcy. Iwaszkiewicz się przebił, bo była to literatura wysokiego lotu. Bardzo piękne zdjęcia robił mój przyjaciel, wybitny operator Wiesław Zdort. Troszkę to przypominało w muzyce, plenerach neorealizm włoski, którym myśmy się wtedy zachwycali.
Moim filmem dyplomowym był z kolei „Zbieg” wg Marka Hłaski, z główną rolą Emila Karewicza, o którym wam już szczegółowo opowiadałem.

Z kolei „Stadion” to jest film dosyć niezwykły. Mianowicie kiedy sprowadzono wstępną partię kolorowej taśmy Kodaka do „Krzyżaków”, aby przyszły operator Mieczysław Jagoda mógł zrobić próby techniczne, wtedy szef produkcyjny zespołu Rytm Zygmunt Szyndler, zaproponował mi abym napisał jakiś scenariusz i w ramach prób wykorzystał tę kosztowną taśmę. Wymyśliłem historię o powiedzmy miłości, ale w formie eksperymentalnej. Wtedy była moda na takie nierealistyczne, niekonwencjonalne filmy. Chodziło tam o to, że samotna dziewczyna siedzi na pustym stadionie X-lecia, do którego zresztą miałem ogromny sentyment, grał u mnie w wielu filmach. Dziewczyna zaczyna marzyć o miłości, a właściwie o swoim życiu, jak ono będzie wyglądało. Jej marzenia kończą się samobójczą śmiercią pod pociągiem, po czym wraca do rzeczywistości i na stadionie pojawia się śliczny, młody chłopak, taki sam jak był w jej marzeniach, który dosiada się do niej. Wartość tego filmu polegała na formie. Zresztą konsultantem artystycznym był Walerian Borowczyk, którego zresztą żona Lidia grał główną rolę. Film ten dostał wyróżnienie na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Eksperymentalnych w Wenecji. Była to taka etiuda poetycka dwudziestoparominutowa. Film ten był zresztą wyświetlany w Polsce tylko raz, przy okazji premier polskich filmów, które na ogół odbywały się w kinie Moskwa, a potem w kinie „Na skarpie”. Był to taki dodatek wyświetlany przed filmem pełnometrażowym. W tym przypadku tym filmem fabularnym było „Rancho Texas” Wadima Berestowskiego. Potem jeszcze fragmenty tego filmu wykorzystali Cybulski i Kobiela podczas przygotowania programu na święto młodzieży w Wiedniu.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
 
 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 14 razy
Wiek: 41
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 4687
Skąd: Ziemia Świętokrzyska
Wysłany: 2016-04-05, 18:06:46   

Pytania dotyczące książki Henryka Gołębiewskiego „Zygzakiem przez życie”.

Adi napisał/a:
Każdy kto oglądał czołówkę owego serialu musi kojarzyć moment, gdy Poldek wrzuca dwóch napotkanych autostopowiczów do wody. Scena ta była kilka razy powtarzana. Jednak zarówno w serialu, jak i w filmie kinowym wszyscy "grzecznie" się rozchodzą. Jak to się stało?


Aż wstyd mi, ale mówiąc szczerze nie pamiętam w tej chwili, czy rzeczywiście zaszła taka sytuacja. Muszę to sobie odtworzyć i zobaczyć na płycie. Może po prostu wykorzystałem dubel. Nie miałem świadomości że coś takiego miało miejsce. (śmiech)

Adi napisał/a:
W książce pojawia się też cenna uwaga, że Pan Stanisław lubował się w kabrioletach.
- "Podróż za jeden uśmiech" - auto Franka Szajby na samym początku serialu oraz auto ekipy scenarzystów ( przygoda w lesie).
- "Stawiam na Tolka Banana" - fałszywa ekipa filmowców.
- "Wakacje z duchami" - auto profesora Otowicza.
Czy to przypadek?


To jest przypadek. Po prostu przy tych filmach byli konsultanci od spraw samochodowych. Chodziło o to żeby to był samochód ponadprzeciętny, synonim jakiegoś bogactwa. Jaki to konkretnie miał być samochód decydowali ci konsultanci, którzy z kolei mieli swoich znajomych, którzy zajmowali się „zbieraniem” takich samochodów. Te kabriolety były co prawda łatwiejsze w fotografowaniu, ale to był przypadek. Nie było czegoś takiego że ja takie samochody preferowałem.


Adi napisał/a:
Po zdjęciach do "Stawiam na Tolka Banana", Stanisław Jędryka zabrał młodego Henia na kolację do SPATiF-u. Lokal pełen aktorów i aktorek. Do kolacji zamówił dwa kieliszki. Oczywiście dla siebie wlał wino, a Heniowi oranżadę. Zrobił to ukradkiem i wszyscy byli przekonani, że rozpija młodego aktora. Zrobił się raban, że jak tak można itd. Oczywiście bohaterowie wybuchnęli śmiechem i wytłumaczyli cały ten żart.


To nie jest prawda. Ja sobie czegoś takiego nie przypominam, żebym 13 czy 14 letniego Henia zabierał do SPATIF-u. To są takie historie ubarwiające. To jest wymysł albo samego Henia, bo on jest zdolny do takich rzeczy (śmiech) albo osoby która mu tę książkę pisać pomagała. Chodziło o to aby było zabawniej, albo o to że moje metody współpracy z chłopakami były takie naturalne. Ja właśnie zaprosiłem Henia na najbliższe spotkanie, które ma się odbyć 8 kwietnia w pracowni fotograficznej (pisaliśmy o nim na forum - dop. red.), więc o ile nie zapomnę, to go o to zapytam skąd on to wziął (śmiech). Ale najpierw musiałbym tę książkę przeczytać.

Chyba 2 lata temu w jakimś wywiadzie akurat nie on ale Paragon (Tchórznicki) opowiadał w jaki sposób to jak na niego trafiłem. I wymyślił, że dałem mu na film w kinie Muranów, a przecież pamiętam dokładnie że po prostu spotkałem go na Starówce w grupie chyba 5 rówieśników jak głośno dyskutowali o swoich sprawach.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________


ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA ./redir/zapomnianabiblioteka.pl/ KSIĄŻKA-PRZYGODA-HISTORIA-TAJEMNICA

./redir/youtube.com/w...t=RD6ARKsZfxnNo
Ostatnio zmieniony przez Protoavis 2016-04-05, 18:13, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-06-10, 22:53:31   

Szara Sowa napisał/a:
Niedawno pierwszy raz w życiu przeczytałem „Wakacje z duchami” Adama Bahdaja i zastanowiło mnie, że postacie tam opisane, w filmie często wyglądają zupełnie inaczej, np. naukowiec w książce to bardzo wysoki i szczupły blondyn (w serialu grał go Roman Wilhelmi), z kolei dziewczynka-detektyw jest korpulentna (w serialu bardzo szczupła). Z czego wynikały takie różnice, czy były one zawarte już w scenariuszu, czy powstały na gorąco przy wyszukiwaniu odpowiednich aktorów?


Ja nie miałem potrzeby wiernej adaptacji książki, zresztą jej adaptacji dokonał sam Bahdaj. Poza tym pomysł na wiele scen powstał dopiero na planie. To czy młoda aktorka miała być chuda czy grubsza nie było dla mnie aż tak ważne, jak to, żeby była to osoba ciekawa, uzdolniona. Ja nie sugerowałem się tym, że tak dokładnie mają wyglądać bohaterowie jak w scenariuszu czy książce. Mają tak wyglądać, jak mnie się wydają ciekawi. No chyba, że skądś wynika, że owa bohaterka jest gruba, wtedy szuka się wśród grubych. W tym wypadku owa Joasia mi się spodobała, nie tylko w wyglądzie ale też w sposobie zachowania, więc na nią się zdecydowałem. Nawet nie pamiętam żebym miał tu rozterki, jak w wypadku innych moich wyborów (śmiech). Owszem, często brałem pod uwagę to jak danego bohatera opisuje autor scenariusza, ale często zwracałem uwagę na coś innego. Myślę, że moje wybory były z korzyścią dla dramaturgii filmu.

Bahdaj mi zaufał, akceptował wszystkie moje zmiany, pomysły. I to się chyba sprawdziło. Bo dzięki takim zasadom współpracy wyszedł nie jeden dobry serial, ale aż cztery. Więc nie był to przypadek, że się raz zdarzyło, że wszystko zagrało. Ale musiało to stanowić jakąś wartość, że tak nam dobrze poszło, a seriale te były dość różne w swoim charakterze. Są one jak widać atrakcyjne, skoro są cały czas przypominane i ogląda je już któreś pokolenie.

Czasami się zastanawiam, co bym zrobił, gdybym po „Wyspie Złoczyńców” nakręcił inne „Samochodziki” i naprawdę nie wiem co by z tego wynikło. Obawiam się jednak, że Nienacki nie dawałby takich możliwości na przetrwanie w pamięci, jak scenariusze Bahdaja. Nigdy się jednak tego nie dowiemy. Teraz jednak nie ma już Nienackiego, nie ma Bahdaja i nie ma już także Minkowskiego, więc i więcej moich seriali nie będzie.

Szara Sowa napisał/a:
W ostatnich latach pojawiła się moda na koloryzację starych filmów. Czy zgodziły się Pan na taki zabieg w przypadku swoich seriali?


Trochę nie miałbym nic przeciwko temu, a trochę tak (śmiech). Ja nie przepadam za kolorowymi filmami i nie wydaje mi się, żeby kolor w wypadku tych filmów, wprowadził jakieś dodatkowe wartości. Ale z drugiej strony byłaby to jeszcze jedna forma filmu, powstałby jeszcze jeden wariant tych seriali i każdy mógłby sobie wybrać to co mu się bardziej podoba. Jakbym miał jednak potem oceniać, to mam obawy czy lepiej bym oceniał wersje kolorowe niż czarno-białe. Według mnie czarno-biały film daje więcej możliwości np. w przekazaniu pewnych wartości. Poza tym koloryzacja jest czasami trochę sztuczna, na siłę. Wiele osób mówi o tym, że teraz dzięki moim serialom dzieci nauczyły się oglądać czarno-białe filmy. A dziś już prawie nie ma takich filmów, ale jak jednak współcześnie się jakiś pojawi, to często zdobywa nagrody. Według mnie te próby z „Jak rozpętałem II wojnę światową” Chmielewskiego czy z filmem „Sami swoi” Chęcińskiego nie podniosły specjalnie wartości tych filmów.

DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-06-24, 08:40:07   

Nowa porcja odpowiedzi Pana Stanisława:

Simon Templar& napisał/a:
Seriale Pana Stanisława: czarno-białe z lat 1969-73 (Do przerwy 0:1, Wakacje z duchami, Podróż i Stawiam na Tolka Banana) liczą po 7 odcinków. To wówczas było narzucone przez producentów, wynikało tak z materiału książkowego czy też był to zbieg okoliczności? Czy Bahdaj w jakiś stopniu musiał się dopasowywać do wymogów producenckich pisząc scenariusz? W zasadzie Pan Stanisław odszedł od tego dopiero przy Majce Skowron (9 odcinków). Z seriali tamtego okresu (innych reżyserów) 7 odcinków miał z tego co pamiętam serial Gruby lub Przygody psa Cywila, ale już Ucieczka-wycieczka czy Samochodzik i Templariusze liczyli po 5 odcinków (choć materiału Templariuszy starczyłoby spokojnie na siedmioodcinkowy serial).


Stanisław Jędryka: To tak było przyjęte przez telewizję, że będą półgodzinne odcinki (tzn. od 27 do 30 minut) i że będzie ich siedem. To że w "Szaleństwie Majki Skowron" było dziewięć, wzięło się stąd że w ramach kosztorysu dla siedmiu odcinków, myśmy zrobili materiał na dziewięć odcinków. Po prostu tyle było w nadmiarze materiału, że wydawało się, ze szkoda aby go wycinać. Telewizja się na to zgodziła, bo prawie za te same pieniądze (bo wynagrodzenia twórców jednak trochę zwiększono), otrzymała godzinę serialu więcej. Było to nawet dla nas zaskakujące, że telewizja się na to zgodziła.

Zdaje się że jeden mój serial był jednak z góry założony na 5 odcinków, była to chyba "Banda Rudego Pająka", ale nakręcona już później. Były też wtedy dla seriali czasami normy godzinne (od 52 minut do 60) lub oczywiście filmy półtoragodzinne, np. mój tryptyk okupacyjny "Umarłem aby żyć", który jednak trudno nazwać serialem. Nie wiem czy to nie było przyjęte na wzór kinematografii zachodnich. Scenariusze były pisane od razu na siedem odcinków, scenopis też był na siedem odcinków.

Tylko w przypadku "Majki", w trakcie realizacji pewne sceny się rozrosły, pewne wymyślone przeze mnie nowe sceny doszły (z akceptacją akurat Minkowskiego) i w trakcie montażu wyszło mi dziewięć odcinków. Nie chciałem tego skracać, bo szkoda mi było materiału. W końcu zamiast 3,5 godzin byłoby 2,5.

Dlaczego Hubert Drapella nakręcił "Samochodzika" akurat 5-odcinkowego, nie wiem. Może mu ten czas wystarczył, albo nakręcony materiał okazał się być szczuplejszy niż zakładano?

Simon Templar napisał/a:
Czy aktorzy np skarżyli się kiedykolwiek, że ich nazwisko nie znalazło się np. w czołówce i byli nie wymienieni w napisach. Mam tu na myśli głównie aktorów popularnych o uznanych nazwiskach jak np. Wacław Kowalski czy Zofia Czerwińska (w Wakacjach z duchami)? Czy taki aktor otrzymywał mniejszą gażę z tego powodu?


Stanisław Jędryka: Niemożliwe żeby Wacław Kowalski nie był wymieniony. To była w końcu spora rola murarza. Zofia Czerwińska rzeczywiście grała mały epizod, więc było to możliwe. Zresztą grała w wielu moich filmach, bo ją lubiłem, ale przeważnie małe epizody. Jest to świetna aktorka, więc nawet te małe role, które kreowała, dzięki jej osobowości wyrastały na większe.
Co do tych napisów, to do mnie nigdy nikt z takimi pretensjami nie przyszedł. Ale nie przypuszczam aby Kowalskiego nie było w czołówce. Raczej aktor jednak nie miał w umowie aby musiał być wymieniony w czołówce. To było robione według uznania reżysera czy kierownika produkcji. Można było kogoś skrzywdzić, ale nikt do mnie z pretensjami nie przyszedł. Stosunki z aktorami układały mi się bardzo dobrze.

-----
W TVP Kultura w niedzielę 26 VI o godz. 11.05 ma być pokazany mój film "Przypadki Piotra S.", do którego scenariusz napisał Jan Purzycki. Był to jego debiut. Film jest mało znany.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2016-06-24, 08:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-07-01, 09:50:05   

Simon Templar napisał/a:
Aktorzy z pańskich seriali nie występowali w zasadzie w serialach młodzieżowych innych reżyserów z tego okresu (może poza Romanem Mosiorem w Samochodziku), ani Pan nie angażował młodzieży z seriali innych reżyserów. Przypadek?


Stanisław Jędryka: Wynikało to z tego, że szukałem jak najlepszych aktorów. Jak przed "Wakacjami z duchami" zobaczyłem bardzo piękny film Nasfetera "Abel twój brat", to od razu się zachwyciłem tymi chłopcami. I mimo że moi bohaterowie z pierwszego serialu "Do przerwy 0:1" byli bardzo dobrzy, to się zdecydowałem na tych nowych. Potem szukałem na różne sposoby i w sumie około pięćdziesięciu młodych ludzi u mnie debiutowało. Szukałem ich na różne sposoby, na ulicy, w szkole, na boisku, wśród znajomych. Wiadomo, że Henia Gołębiewskiego to nikt nie dogoni. Nie tylko, że zagrał w jednym dobrym filmie, ale to był ciąg udanych ról. Jest to autentyczny talent. Ja powodowałem się głównie intuicją. I oni się sprawdzali, mieli talenty aktorskie, ale też w scenariuszu te postacie były interesująco nakreślone, tak że "mieli co grać". Jakąś moją zasługą jest to, że znajdowałem też z nimi wspólny język.

Simon Templar napisał/a:
Ciekawe jest też to, że nie skorzystał Pan nigdy z Grzegorza Romana, który w latach 60-tych był chyba najpopularniejszym dzieciakiem w Polsce (choćby po roli Marka Piegusa), a talent miał, co potwierdzi każdy kto widział choćby film Wyrok. Dlaczego Pan z nim nigdy nie pracował choć grał też w Ablu Nasfetera?


Stanisław Jędryka: Mniej mi po prostu odpowiadał. Nie zachwycił mnie, chociaż był bardzo dobry. To nie była jakaś dyskryminacja. Raczej przypadek, sam nie wiem. Może dlatego że był on taki, nie wiem … taki za bardzo lalusiowaty? A moi bohaterowie są tacy raczej chropowaci. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Nie wiem zresztą kogo i za kogo i w jakim serialu miałby zagrać, skoro moi wszyscy bohaterowie seriali byli trafieni świetnie. Na pewno nie robiłem z nim żadnych próbnych zdjęć. W moim przypadku decydowała intuicja.


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-07-08, 08:26:42   

Simon Templar napisał/a:
Jak Pan wspomina Wacława Kowalskiego (jednak gwiazda po "Samych swoich") i Bolesława Płotnickiego? W sumie dość często spotykali się na planie. Łączyła ich przyjaźń i lubili ze sobą grać, a może po prostu dobrze "przy sobie" wypadali na ekranie? Płotnicki to był w zasadzie etatowy Pana aktor.


Stanisław Jędryka: Oznak jakiejś nadzwyczajnej przyjaźni nie zaobserwowałem. Obaj byli świetnymi aktorami i dlatego grali w moich filmach. A ja się do aktorów przywiązywałem. Były to inne temperamenty i inne charaktery. Bardziej widoczny w swojej komediowości był może Kowalski, ale też decydowały o tym role, które grali. Płotnicki należał do tych aktorów, do których w pierwszej kolejności się zwracałem. I zawsze grał u mnie coś więcej niż epizody. Zagrał też w moim pierwszym filmie "Dom bez okien". Bardzo dobrze mi się z nim pracowało, był taki ściszony, poważny, nie grymaszący, było z nim łatwo o porozumienie. Był sympatyczny, mimo jakiejś zewnętrznej oschłości. Wacław Kowalski, to wiadomo, cudowny aktor, wyniosły go jednak filmy Chęcińskiego. U mnie był świetnym aktorem drugiego planu. Aktorem którego często angażowałem był też Bronisław Pawlik. Zawsze starałem się znaleźć ich podobieństwo do jakiejś nowej roli w moich filmach.

Szara Sowa napisał/a:
Niedawno wyczytałem w Internecie że nie posiada Pan dyplomu ukończenia studiów, gdyż nie napisał Pan pracy końcowej. Jak to się stało?


Stanisław Jędryka: To prawda. Raz że nie miałem czasu, a dwa nie za dobrze się czułem w tym, że tak powiem "piśmiennictwie", chociaż po latach napisałem książkę, w której np. znany krytyk Jacek Szczerba dopatrzył się jakichś talentów pisarskich (śmiech). Byłem też scenarzystą czy współscenarzystą paru filmów. Ale wtedy nie za pewnie się czułem w tych sprawach. Doszedłem do wniosku, że dyplomem jest to co nakręciłem. Owszem miałem jakieś pomysły o czym mógłbym napisać, ale ponieważ robiłem film za filmem, to nie było czasu, aby nagle usiąść i zrobić ten dyplom. A ten dyplom nie był ważny. Nie był przeszkodą w robieniu filmów. Dyplomu nie ma zresztą także np. Kazio Kutz, który przez lata był profesorem tej uczelni (śmiech). Dzisiaj zresztą też nikt nie pyta o dyplom, tylko się pyta skąd wziąć pieniądze (śmiech).

DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szara Sowa 2016-07-08, 11:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-08-11, 13:36:29   

Garamon napisał/a:
irycki napisał/a:
Na stronie http://www.nienacki.art.pl/g_bibliografia.html datą pierwszego wydania "Wyspy" (powieści) jest właśnie 1964 rok. Skoro scenariusz powstał w styczniu, czyli na samym początku tamtego roku, to z tego wynika, że prace nad scenariuszem zaczęły się jeszcze przed ukazaniem się książki w druku? Czy to była spotykana praktyka?


To nie do końca jasne, trzeba by sprawdzić dokładną datę w wydawnictwie. Pan Jędryka w tym wywiadzie mówił: "w wypadku Pana Samochodzika czyli „Wyspy Złoczyńców” to było to w ten sposób, że żona pana Nienackiego pracowała w filmie, była drugim kierownikiem produkcji, no i w związku z tym mówiła o tym co ostatnio tam mąż napisał i ponieważ wcześniej trafiałem na jakieś wywiady z nim, po prostu postanowiłem przeczytać tę książkę i wydała mi się interesująca." Nie określa, czy dostał książkę oficjalnie wydaną, czy w maszynopisie. W zbiorach Filmoteki, z których korzystałam, znajduje się także maszynopis powieści, który trafił do zespołu "Rytm" 7 stycznia 1964 roku. Możliwe więc, że p. Jędryka dostał egzemplarz zaakceptowany do druku, lecz jeszcze nie wydany.

Chciałabym też "dopowiedzieć" dwie sprawy. Po pierwsze, w przypadku ekranizacji utworu literackiego zespół (czy inny organ producencki) musiał kupić do niego prawa, nawet, jeśli autor książki stawał się autorem scenariusza. Po drugie, zespoły (itp.) płaciły za przyjęte materiały, nawet te, które nigdy nie trafiły na ekran. Tak na wszelki wypadek, bo książka miała potencjał. Dlatego wielu pisarzy składało w redakcjach zespołów swoje utwory, licząc nie tylko na karierę w kinematografii, ale też (a czasem przede wszystkim) na dodatkowy zysk. Co zabawne, niekiedy nawet nie próbowali przerabiać swoich tekstów na potrzeby filmu - po prostu dopisywali na tytułowej stronie maszynopisu "scenariusz" lub "nowela filmowa"...


Stanisław Jędryka:
Wydaje mi się, że książka którą czytałem była już wydana, aczkolwiek nie mogę tego potwierdzić w 100%. Pani Helena Nowicka, która wtedy była drugim kierownikiem produkcji po prostu mi o tej książce powiedziała i miałem już wtedy raczej wydanie książkowe, a nie jakiś rękopis czy maszynopis.

CPN napisał/a:
Czy ktoś wie jak zrobić "kule Brunhildy", takie petardy rzucane przez chłopców w filmie?
Chyba, że chłopcy udają rzuty, a petardy są odpalane zdalnie?


Stanisław Jędryka:
Niestety dokładnie już tego nie pamiętam, ale wydaje mi się, że był to normalny wybuch, a nie jakaś pirotechnika. Wybuch następował raczej po rzuceniu prawdziwego ładunku. Nie wiem co tam dokładnie wybuchało, ale nie był to żaden trick.

DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
 
 
 
Szara Sowa 
Ojciec Zarządzający
Przewodniczący Kapituły Samochodzik. Książka Roku



Pomógł: 37 razy
Wiek: 50
Dołączył: 24 Paź 2008
Posty: 29182
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-10-17, 14:09:24   

Semafor napisał/a:
Gdzie znajduje się (lub znajdował się) dom, w którym Karioka "kręciła film" z szajką złodziei?


Stanisław Jędryka: Było to w takiej podwarszawskiej miejscowości: Zalesie. Było to w takiej starej wilii, gdzie szajka udawała że kręci film, a jednocześnie grabili jej wnętrze.
Natomiast sceny z castingu były kręcona przed wejściem do Wytwórni Filmów Dokumentalnych przy ul Chełmskiej w Warszawie.


Semafor napisał/a:
Jest pytanie-tabu, którego dotychczas nikt nie ośmielił się zadać. Sądzę jednak, że historia nie wybaczy nam tego zaniechania, dlatego zapytam w imieniu naszego pokolenia:
Gdzie znajdowała się baza Klondike?
Wieść niesie, że na Grochowie, względnie Kamionku (nazewnictwo geograficzne prawobrzeżnej Warszawy jest nader nieprecyzyjne).
Bardzo chciałbym wiedzieć, w kwartale których ulic to było. Zapewne stoi tu obecnie jakiś blok lub osiedle mieszkaniowe. Być może niektórzy z nas w nim mieszkają, a wielu mija je co dzień w drodze do pracy. Ileż osób byłoby szczęśliwych znając odpowiedź!


Stanisław Jędryka:
Baza ta znajdowała się w rejonie ulicy Jagiellońskiej i Zielenieckiej, gdzieś na północ od obecnej stacji metra Stadion Narodowy (gdzieś bliżej Jagiellońskiej). W tej chwili jest tam jakieś osiedle mieszkaniowe (bloki).


Z24 napisał/a:
W Zalesiu Górnym czy Dolnym? ;-)

Semafor napisał/a:
Szara Sowa napisał/a:
A wiesz gdzie była druga baza bandy, którą potem zdemolowali?

Nie wiem nic ponadto, co napisałem, lecz nie ustaję w poszukiwaniach!


Stanisław Jędryka:
To było w Zalesiu Górnym. Podobnie jak poprzednia lokalizacja domu, o który się pytaliście - który okradano i udawano kręcenie filmu.
Jestem zdziwiony, że są ludzie których interesują takie szczegóły (śmiech).


Berta von S. napisał/a:

Semafor napisał/a:

- Julek mieszkał w willi przy ul. Pilickiej 24 (wbrew skojarzeniom fabuły nie jest to na Saskiej Kępie, lecz na Starym Mokotowie)

No właśnie i od razu mi się nasuwa pytanie do Pana Stanisława, bo zawsze mnie zastanawiały takie decyzje. Dlaczego akurat ta willa na Mokotowie, skoro większość pozostałych osób zakwaterowano na Pradze? Willa zupełnie przeciętna, są takich dziesiątki, również na Saskiej Kępie. Po co zatem ciągnąć ekipę na drugą stronę Wisły, zamiast wybrać cokolwiek w okolicy Parku Skaryszewskiego?


Stanisław Jędryka:
Ten dom był po prostu znany filmowcom i co jakiś czas wykorzystywany. Nawet ja sam kręciłem tam sceny do innego filmu pt. „Amnestia”. Właściciele chętnie wynajmowali ten dom na potrzeby filmu. Willa pasowała też do scenariusza, bo także w środku tam kręciliśmy. Ostatnio łapię się na tym, że mnie zawodzi pamięć, ale na razie wszystko pamiętam (śmiech).


DYSKUSJA DOTYCZĄCA TEJ CZĘŚCI WYWIADU!
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,75 sekundy. Zapytań do SQL: 14