PanSamochodzik.net.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
PRL-owskie wspomnienia
Autor Wiadomość
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-14, 22:44:35   

Berta von S. napisał/a:
Miałam okazję słuchać regularnie rozmów dzieci dojeżdżających autobusem z podwarszwskich willi do miasta.


Aha, i Twoim zdaniem w tamtych czasach "dzieci z podwarszawskich willi" nie uczyły się prywatnie, tylko miały beztroskie dzieciństwo ganiając się rurami gazowymi wzdłuż Czerniakowskiej?
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
Wowax 
Fanatyk Samochodzika
paraDyscyplinator forumowy



Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 21 Cze 2015
Posty: 1977
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-14, 22:45:06   

Berta von S. napisał/a:
że to (pomijając zmęczenie) musi się jakoś odbić na psychice.

Z jakiegoś powodu w końcu Japonia jest krajem z jednym z najwyższych odsetkiem samobójstw.
_________________
 
 
Wowax 
Fanatyk Samochodzika
paraDyscyplinator forumowy



Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 21 Cze 2015
Posty: 1977
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-14, 22:49:43   

I co te współczesne dzieciaki będą wspominać za 30-40 lat?
Choroba, masz rację Protoavisie - mimo pieprzonej komuny, bidy, pzpru, zomo, kartek itp chyba jednak nie trafiliśmy najgorzej z naszym dzieciństwem i młodością - było paradoksalnie więcej wolności i swobody w naszym małym życiu niż mają nasze dzieci, choć w Polsce było jej mniej.
_________________
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-14, 22:54:48   

PawelK napisał/a:

Aha, i Twoim zdaniem w tamtych czasach "dzieci z podwarszawskich willi" nie uczyły się prywatnie, tylko miały beztroskie dzieciństwo ganiając się rurami gazowymi wzdłuż Czerniakowskiej?

Nie mylmy dwóch różnych systemów walutowych. Wtedy "dzieci z podwarszawskich willi" to była elita, teraz to zwykła klasa średnia.

Ale tak. IMO nawet te z elit miały bardziej beztroskie dzieciństwo niż teraz, sądząc po opowieściach niektórych znajomych.

Wowax napisał/a:
Berta von S. napisał/a:
że to (pomijając zmęczenie) musi się jakoś odbić na psychice.

Z jakiegoś powodu w końcu Japonia jest krajem z jednym z najwyższych odsetkiem samobójstw.

No to jest bardziej złożone. Bo nie ma 100% korelacji. Ale i system edukacji i konkurencja + wysoki etos pracy bez wątpienia mają na to bardzo duży wpływ.
_________________
 
 
Kustosz 
Maniak Samochodzika



Pomógł: 5 razy
Dołączył: 22 Lut 2010
Posty: 5832
Wysłany: 2018-02-15, 00:36:51   

Czytam sobie to co tu piszecie i powiem wam, że w większości (poza Pawłem) to takie trochę zrzędzenie dziadków kombatantów na współczesne czasy. Ja też zaliczyłem większość atrakcji zalinkowanych przez Bertę. Też uważam swoje dzieciństwo za fajne i swobodne. Też nie jeden numer wykręciłem. Z drugiej strony, z punktu widzenia mojego ojca na przykład, już nasze dzieciństwo było pod kloszem. On jako dziecko rozbrajał niewypały, bawił się granatami i zbierał broń porzuconą w lasach. Paręnaście lat starsi od niegoi nosili meldunki, strzelali do Niemców i ginęli w Powstaniu Warszawskim. Jakie czasy, takie zagrożenia.

Co do wyścigu szczurów od dziecka. To jest trochę tak, że czasy w których żyjemy wyznaczają standardy. Można się oczywiście zbuntować i nie posyłać dziecka na żadne dodatkowe zajęcia, tyle że najprawdopodobniej będzie wtedy jedyne, które na takie zajęcie nie chodzi. Jeśli nie jedyne to w znacznej mniejszości. Czy będzie wtedy szczęśliwsze? Wątpię, bo będzie odstawać od otoczenia co w jakiś tam sposób zawsze wyklucza dziecko z grupy rówieśniczej. A te zajęcia naprawdę potrafią być fajne. Za naszych czasów nie było takiej oferty, albo była trudno dostępna. Chodziłbym wtedy chętnie np na zajęcia do Pałacu Młodzieży, ale ode mnie z domu to był kawał drogi, a nikt by mnie tam przecież samochodem nie woził.

Co więcej, pozostawienie dziś dziecku większej swobody tylko w niewielu przypadkach będzie oznaczało fajne spędzanie czasu z kolegami na podwórku czy czytanie książek. Podwórkowe życie przestało istnieć, zastąpił je Internet, fora internetowe (nomen omen), fejsbuki, Simsy i inne gry. Paradoksalnie więc, to dodatkowe, zorganizowne zajęcia socjalizują dzieciaki, a nie pozostawienie im wolnej ręki bo to jak już wspomniałem prawie na pewno będzie oznaczać komputer.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Kustosz 2018-02-15, 00:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-15, 09:13:25   

Moim zdaniem świat się zmienił ale poziom swobody jest zależny wyłącznie od rodziców. Tak, pewnie podwórka wymarły, ale w zamian jest nieskończenie więcej inicjatyw mających na celu zajęcie dziecka. Kustosz wspominał o Pałacu Młodzieży, miałem to szczęście uczestniczyć w zajęciach chyba od 8 czy 9 roku życia a skończyłem chodzić chyba mając 16 czy 17 lat (to była pracownia elektroniki, gdzie oprócz wiedzy merytorycznej, umiejętności lutowania nabywało się również trochę tężyzny fizycznej bowiem ekstra części elektroniczne można było dostać od instruktora za pompki. Po prostu instruktor przynosił np. tranzystory i mówił - jeden tranzystor 5 pompek, 1 pompka z akumulatorem na plecach - 3 pompki zwykłe, jedna z przyklaskiem - 5 zwykłych. I ćwiczyliśmy. Dodatkowo ponieważ w końcówce mojej kariery w PM pojawiła się kostka Rubika, organizowane były zawody w układaniu, wygrywający dostawał nagrody. Tak wspominam to z sentymentem ale, przyglądam się dzieciom moich sióstr, a w sumie jest ich sześcioro, w różnym wieku, więc mam niezły przekrój. I widzę, że da się, da się robić to tak aby dzieci jednak miały dzieciństwo ciekawe, ze wspomnieniami. Prawda jest taka, że żadne z tych dzieci nie wyrosło (IMO nie wyrośnie) na kaleki, które boją się wyjść na dwór. Wszystkie jeżdżą na rowerach, na nartach, na deskach, potrafią pływać, nie mają problemu z trekkingiem w Tatrach i chętnie tam jeżdżą, niektóre, dorosłe już bez mamy czyli bez "musu". Jednocześnie zwiedzają, czytają książki, uczą się, korzystają z komputerów i smartfonów, zajmują się pomocą przy opiece nad psami ze schronisk.
Może jestem skrzywiony poprzez moje obserwacje a dzieci moich sióstr są nietypowym wybrykiem na tle społeczeństwa skupionego na wyścigu szczurów ale nie wydaje mi się...
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-15, 10:40:36   

Kustosz napisał/a:
Czytam sobie to co tu piszecie i powiem wam, że w większości (poza Pawłem) to takie trochę zrzędzenie dziadków kombatantów na współczesne czasy.

No to nam przywalił... :)
Później odpowiem, bo muszę spadać.
_________________
 
 
Wowax 
Fanatyk Samochodzika
paraDyscyplinator forumowy



Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 21 Cze 2015
Posty: 1977
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-15, 17:18:07   

Kustosz napisał/a:
Czy będzie wtedy szczęśliwsze? Wątpię, bo będzie odstawać od otoczenia

A ja w odpowiedzi posłużę się cytatem Seneki - ,,Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto stale pragnie mieć więcej,,
i tyczy się to nie tylko czysto materialnej sfery, ale także pogoni za byciem naj, przekarykaturzaniem rozwoju osobowości i talentów w walkę o to, czyje dziecko ma więcej dodatkowych zajęć, na ilenaście chodzi obcych języków itd. itp.
Pytasz czy będzie szczęśliwsze?
A czy szczęściem nie jest poczucie miłości, bezpieczeństwa, wspólne rodzinne spędzanie czasu, nawet na pozornych głupstwach - ale razem, a nie opłacanie 15 dodatkowych zajęć, głównie po to by pochwalić się przed znajomymi, że ,,mój Józio zna chiński, suahili i tańczy w balecie.,,?
_________________
 
 
irycki 
Fanatyk Samochodzika
Pan Motocyklik



Pomógł: 9 razy
Wiek: 51
Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 2811
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2018-02-15, 19:29:22   

Berta von S. napisał/a:

GrzegorzCh napisał/a:

Wiem że to okropne co powiem, ale ci co nie przeżyli nie udzielają się na forach...

Masz rację oczywiście. Chociaż szczerze mówiąc nie przypominam sobie, żeby w moim ówczesnym otoczeniu (przedszkole, podstawówka, sąsiedzi) były jakieś poważne wypadki.


Ja też sobie nie przypominam. To znaczy koleżanka z klasy wpadła pod samochód (na szczęście przeżyła bez żadnych następst) ale to równie dobrze może się zdarzyć i dzisiaj.
Może wynika to stąd, że generalnie dzieciaki są bardziej odporne na rozmaite obrażenia - lżejsze, mniejsze (krótszą kość trudniej złamać), bardziej "elastyczne"? Kolega zleciał z murów Starego Miasta, prawie z samej góry (bo ćwiczyliśmy na murach "ścianki wspinaczkowe", tylko nikt wtedy tego tak nie nazywał i rzecz jasna nie mieliśmy żadnej asekuracji). Nic mu się nie stało. Pamiętam jeszcze sporo rozmaitych tego typu akcji (kiedyś pod naszą trójką zarwała się ziemia, jak jeździliśmy na rowerze taką ścieżką wzdłuż urwistego brzegu Wisły i zlądowaliśmy na sam dół). Jakoś poza porozwalanymi łokciami i kolanami problemów nie było. Więc myśle że z tym "wspominają ci co przeżyli" to jednak pewna przesada.

Kustosz napisał/a:
Czytam sobie to co tu piszecie i powiem wam, że w większości (poza Pawłem) to takie trochę zrzędzenie dziadków kombatantów na współczesne czasy.

Do pewnego stopnia na pewno. Wiadomo, że w czasach naszego dzieciństwa trawa była bardziej zielona a niebo bardziej niebieskie. Znana sprawa.
Powiem więcej, ja swoim dzieciom paru rzeczy zazdroszczę. Na przykład otwartych granic i możliwości swobodnego podróżowania. Ja z rodzicami dwa razy zdążyłem być za granicą (Grecja i Bułgaria) a potem skończył się gierkowski "dobrobyt", przestaliśmy być dziesiątą najbardziej rozwiniętą gospodarką świata i jeżdżenie też się skończyło. Właściwie aż do końca komuny.

Dalej. Współczesne gadżety zmieniły świat, ale czy na gorsze? Paradoksalnie, telefony komórkowe, wbrew określeniu "smycz", dają IMHO więcej swobody niż miało moje pokolenie. Wiadomo, o na konkretną godzinę należało być w domu i nie było zmiłuj. Zwłaszcza jak ktoś nie miał w chacie telefonu. A moje dzieci miały w każdej chwili możliwość skontaktowania się z nami i ustalenia, czy mogą zostać dłużej u kolegi/koleżanki, pójść po szkole do kina i takie tam. Bez stresu że my nie wiemy, co się z nimi dzieje. Jak dla mnie lepiej. Dla nich pewnie też.

A w kwestii "dzieci tylko całymi dniami siedzą w telefonach/komputerach" to jest jeszcze kwestia wychowania i wpływu rodziców. Moje nie siedzą/siedziały. Owszem, używają nowoczesnych technologii bardzo intensywnie, także do kontaktów towarzyskich, ale to jest oprócz a nie zamiast.

Zwracam zresztą uwagę, że komputer jest narzędziem nieprawdopodobnie uniwersalnym i określenie "siedzi w komputerze" nie mówi nic. Jak mój syn parę lat temu postanowił się uczyć japońskiego, to co robił? No siedział w komputerze oczywiście, bo w sieci są tysiące lekcji, tutoriali, plików dźwiękowych z wymową i tak dalej.
Moja córka zainteresowała się grafiką, także komputerową - no też siedzi w komputerze zamiast się zająć czymś pożytecznym. :/

A jak ktoś całymi dniami przesiaduje na fejsbuniu, to może rodzice szukając winnych powinni też w lustro popatrzeć?

Wowax napisał/a:

,,Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto stale pragnie mieć więcej,,
i tyczy się to nie tylko czysto materialnej sfery, ale także pogoni za byciem naj, przekarykaturzaniem rozwoju osobowości i talentów w walkę o to, czyje dziecko ma więcej dodatkowych zajęć, na ilenaście chodzi obcych języków itd. itp.
Pytasz czy będzie szczęśliwsze?
A czy szczęściem nie jest poczucie miłości, bezpieczeństwa, wspólne rodzinne spędzanie czasu, nawet na pozornych głupstwach - ale razem, a nie opłacanie 15 dodatkowych zajęć, głównie po to by pochwalić się przed znajomymi, że ,,mój Józio zna chiński, suahili i tańczy w balecie.,,?


My akurat nasze dzieci musielismy mitygować, bo na rozmaite dodatkowe zajęcia pchały się same. Czy to źle że się pchały? Ja uważam, że to dobrze, że mają rozległe zainteresowania. No ale ja to truskawki cukrem...

I zupełnie nie rozumiem, czemu miałaby to być alternatywa rozłączna ze spędzaniem wspólnego czasu w gronie rodzinnym?
_________________


Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
samozwańczy prezes Klubu Martologicznego
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-15, 19:51:33   

PawelK napisał/a:

przyglądam się dzieciom moich sióstr(...)Prawda jest taka, że żadne z tych dzieci nie wyrosło (IMO nie wyrośnie) na kaleki, które boją się wyjść na dwór.

Nic takiego nie twierdziłam.

Kustosz napisał/a:

Co do wyścigu szczurów od dziecka. To jest trochę tak, że czasy w których żyjemy wyznaczają standardy. Można się oczywiście zbuntować i nie posyłać dziecka na żadne dodatkowe zajęcia, tyle że najprawdopodobniej będzie wtedy jedyne, które na takie zajęcie nie chodzi. Jeśli nie jedyne to w znacznej mniejszości. Czy będzie wtedy szczęśliwsze? Wątpię, bo...

Możliwe, ale ja nie zastanawiam się, dlaczego tak jest i czy się coś na to da poradzić, tylko stwierdzam, że to współczesne dzieciństwo jest (z mojej perspektywy) słabe. Oczywiście to może być kwestia czasów i standardów, ale mogę przecież te standardy i presję „dzisiejszych czasów” negatywnie oceniać. Dla ilustracji nieco ekstremalny przykład:

W Singapurze dzieci ocenia się już od 2 roku życia. Oczywiście na początku poziomami entuzjazmu do zabawy, ale niedługo potem wchodzą prawdziwe oceny. Nikt tu nie ma sentymentów, do „wrażliwej psychiki”. Szkoła jest bardzo stresująca. Zachodzi tu ciągłe porównywaniu uczniów, ich postępów i ewaluacja planów.
(…)
Od 8 roku życia do domu wracałam tylko, aby się wyspać. Przed PSLE, to nawet zdarzało mi się spać w pokoju gościnnym korepetytora, bo mieszkał bliżej szkoły. U wielu prywatnych nauczycieli spędzałam po kilka godzin dziennie, bo rodzice się martwili czy podołam ich adwokackim oczekiwaniom – mówi mi studentka Szkoły Prawa, jednej ze szkół wchodzących w skład SMU.


Też można powiedzieć, że takie czasy i standardy. I możliwe, że te dzieci i ci rodzice nie mają innego wyjścia. Ale to nie zmienia faktu, że nie jestem w stanie postrzegać takiego dzieciństwa jako szczęśliwe.

Kustosz napisał/a:

Paradoksalnie więc, to dodatkowe, zorganizowne zajęcia socjalizują dzieciaki, a nie pozostawienie im wolnej ręki bo to jak już wspomniałem prawie na pewno będzie oznaczać komputer.

PawelK napisał/a:
Kustosz wspominał o Pałacu Młodzieży, miałem to szczęście uczestniczyć w zajęciach chyba od 8 czy 9 roku życia a skończyłem chodzić chyba mając 16 czy 17 lat...

Może to ja jestem jakaś skrzywiona, ale nienawidziłam (i do dziś nienawidzę), żadnych „dodatkowych zajęć”. I nie ważne, czy to były korki z matmy, niemiecki, judo, basen, nauka tańca, gra na gitarze czy warsztaty rysunkowe. Najciekawsza rzecz zaczynała mnie męczyć, jeśli musiałam regularnie gdzieś być np. we wtorek o 16:00. Prędzej czy później zaczynałam się do tego zmuszać (bo akurat np. padał deszcz, bolał mnie brzuch, koleżanka proponowała spacer, kolega randkę, albo po prostu akurat mi się nie chciało) i w końcu przestawałam chodzić.

Nie cierpię przymusu. Więc jak sobie wyobrażę, że w ciągu tygodnia każdego dnia miałabym mieć zaplanowane o konkretnej godzinie jakieś zajęcia dodatkowe, to dla mnie takie dzieciństwo byłoby koszmarem.

P.S. Postu iryckiego już przed konkursem nie zdążę ze zrozumieniem przeczytać. ;-)
_________________
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-15, 19:59:28   

Berta von S. napisał/a:
Nie cierpię przymusu. Więc jak sobie wyobrażę, że w ciągu tygodnia każdego dnia miałabym mieć zaplanowane o konkretnej godzinie jakieś zajęcia dodatkowe, to dla mnie takie dzieciństwo byłoby koszmarem.


Ja tam chodziłem bo lubiłem a nie dlatego, że mnie zmuszano. Później, gdy zacząłem pracować, regularnie grałem w piłkę, zarówno ze znajomymi zawsze w niedzielę o 9 rano jak i w ligach biznesu, gdzie harmonogram był ustawiany przez organizatora. Grałem bo lubiłem a nie dlatego, że ktoś mnie zmuszał.
Chyba mylisz dwa pojęcia zmuszania i regularnego robienia czegoś. One nie mają części wspólnej. Potrafię zrozumieć, że masz wstręt do zmuszania, potrafię również zrozumieć, że nie lubisz robić ciągle tych samych rzeczy regularnie, taka dusza wolnościowo-artystyczna. Tylko ciężko się czegokolwiek w ten sposób nauczyć, ale, jak widać po Tobie, nie jest to niemożliwe :027:
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
Protoavis 
Ojciec Wspomagający
Archeolog książkowy



Pomógł: 20 razy
Wiek: 42
Dołączył: 13 Sty 2013
Posty: 5156
Skąd: PRL
Wysłany: 2018-02-15, 20:16:24   

Berta von S. napisał/a:

Może to ja jestem jakaś skrzywiona, ale nienawidziłam (i do dziś nienawidzę), żadnych „dodatkowych zajęć”. I nie ważne, czy to były korki z matmy, niemiecki, judo, basen, nauka tańca, gra na gitarze czy warsztaty rysunkowe. Najciekawsza rzecz zaczynała mnie męczyć, jeśli musiałam regularnie gdzieś być np. we wtorek o 16:00. Prędzej czy później zaczynałam się do tego zmuszać (bo akurat np. padał deszcz, bolał mnie brzuch, koleżanka proponowała spacer, kolega randkę, albo po prostu akurat mi się nie chciało) i w końcu przestawałam chodzić.

Nie cierpię przymusu. Więc jak sobie wyobrażę, że w ciągu tygodnia każdego dnia miałabym mieć zaplanowane o konkretnej godzinie jakieś zajęcia dodatkowe, to dla mnie takie dzieciństwo byłoby koszmarem.


Też za tym nie przepadałem. Nawet zuchem byłem tylko na jednej, czy dwóch zbiorkach. :)
Lubiłem się bawić z kolegami, ale i sam umiałem sobie zorganizować czas. Teraz też wydaje mi się, że dzieciaki tęsknią za normalnymi zabawami.

Kiedyś byłem u rodziny z "wizytą" pomóc przy rozwalaniu hałdy ziemi. I tam mój młody 8-letni chrześniak, był zachwycony gdy wziąłem go do pomocy. Z entuzjazmem na początku grzebał w ziemi, kopał, ładował na taczkę. Ile radości mu sprawiło kiedy wykopaliśmy wspólnie jaskinię... Z jakim zapałem biegł do domu, po ściereczkę, z której zrobiliśmy flagę na kiju, nad jaskinią :)
Prace trwały kilka dni, a w sobotę młody jest zawożony na angielski. Jak żałośnie się oglądał kiedy matka go odwoziła, a my sobie kopaliśmy i woziliśmy ziemię... Zawsze kiedy przyjadę do nich w odwiedziny, odrzuca smartfona, czy x-boxa, i kiedy tylko zaproponuję mu przejażdżkę, pędzi do rodziców i pyta, czy może ze mną pojechać. Na pewnym etapie wszystko zależy od dorosłych. Jeśli przegapią moment i dziecko wpadnie w wir "nowych mediów" ciężko go z niego wyciągnąć. Z drugiej strony tak jak napisaliście, izolowanie od nowinek, w pewnym sensie dziecko wyklucza. Jakiś złoty środek trzeba znaleźć...

A chyba najwięcej radości mu sprawiłem, kiedy sypnąłem monetami do piaskownicy i szukaliśmy wykrywaczem skarbów :)
_________________
  
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-15, 21:37:19   

PawelK napisał/a:
Grałem bo lubiłem a nie dlatego, że ktoś mnie zmuszał.
Chyba mylisz dwa pojęcia zmuszania i regularnego robienia czegoś. One nie mają części wspólnej. Potrafię zrozumieć, że masz wstręt do zmuszania, potrafię również zrozumieć, że nie lubisz robić ciągle tych samych rzeczy regularnie, taka dusza wolnościowo-artystyczna.

Dla mnie mają część wspólną, bo przez zapisanie się na X powstaje przymus. Nawet jeśli zapisałam się dobrowolnie i początkowo X wydawało mi się interesujące. Właśnie przez ten (wewnętrzny?) "przymus" przestawało być interesujące a stawało się męczące.

PawelK napisał/a:
Tylko ciężko się czegokolwiek w ten sposób nauczyć, ale, jak widać po Tobie, nie jest to niemożliwe :027:

Toteż nic nie umiem. :)
_________________
 
 
Wowax 
Fanatyk Samochodzika
paraDyscyplinator forumowy



Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 21 Cze 2015
Posty: 1977
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-15, 21:45:07   

Protoavis napisał/a:
Nawet zuchem byłem tylko na jednej, czy dwóch zbiorkach

Miałem dokładnie tak samo - byłem na dwóch zbiórkach - pierwszej i ostatniej :)
Nie mogłem zdzierżyć, że koleś o rok, czy dwa starszy każe mi stawać przed sobą na baczność.
_________________
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-15, 22:29:34   

Berta von S. napisał/a:
przez zapisanie się na X powstaje przymus


Moim zdaniem to nadużycie. Z mojego punktu widzenia nie ma w tym przymusu. W każdej chwili mogę zrezygnować. Nawet w PRLu przymusowe były szkoła podstawowa i służba wojskowa, już przymus pracy był faktycznie fikcją.
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-16, 00:14:51   

PawelK napisał/a:
Berta von S. napisał/a:
przez zapisanie się na X powstaje przymus

Moim zdaniem to nadużycie. Z mojego punktu widzenia nie ma w tym przymusu. W każdej chwili mogę zrezygnować. Nawet w PRLu przymusowe były szkoła podstawowa i służba wojskowa, już przymus pracy był faktycznie fikcją.

Moim zdaniem nie. Przymus wewnętrzny to też przymus. Choć może nie tak silny, jak szkoła czy wojsko, skoro prędzej czy później rezygnowałam. :)
_________________
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-16, 08:03:41   

Berta von S. napisał/a:
Przymus wewnętrzny to też przymus.


Cały czas nie rozumiem tej ideologii. Tak jak napisałem wcześniej, nigdy nie chodziłem tam z przymusu, chodziłem bo chciałem, bo lubiłem, bo mi się podobało. Gdybym nie chodził w tej sytuacji to dopiero by był przymus - musiałbym się zmuszać do niechodzenia tylko dlatego, że jest to zorganizowana i ustrukturyzowana forma organizacji czasu wolnego, mimo że chciałbym tam chodzić. To już by się nadawało do poważnego leczenia.
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
Ostatnio zmieniony przez PawelK 2018-02-16, 08:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Nietajenko 
Moderator



Pomógł: 20 razy
Wiek: 40
Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 10994
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2018-02-16, 08:20:12   

PawelK napisał/a:
Berta von S. napisał/a:
Przymus wewnętrzny to też przymus.


Cały czas nie rozumiem tej ideologii...

A ja rozumiem. Chodzi o to, że niektórzy tak mają, że jak lubią coś robić to to robią ale jak muszą włożyć to coś w ramki terminów to przestaje im się to po jakimś czasie podobać bo właśnie "wewnętrzny przymus" działa na to zajęcie destrukcyjnie. Ten "wewnętrzny przymus" wynika z poczucia obowiązku, szacunku dla swoich lub rodziców pieniędzy, opinii otoczenia.
_________________
Grunt się nie przejmować i mieć wygodne buty

Ostatnio zmieniony przez Nietajenko 2018-02-16, 08:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
PawelK 
Forumowy Badacz Naukowy



Pomógł: 11 razy
Dołączył: 03 Lip 2008
Posty: 5863
Wysłany: 2018-02-16, 09:00:39   

Nietajenko napisał/a:
A ja rozumiem. Chodzi o to, że niektórzy tak mają, że jak lubią coś robić to to robią ale jak muszą włożyć to coś w ramki terminów to przestaje im się to po jakimś czasie podobać bo właśnie "wewnętrzny przymus" działa na to zajęcie destrukcyjnie. Ten "wewnętrzny przymus" wynika z poczucia obowiązku, szacunku dla swoich lub rodziców pieniędzy, opinii otoczenia.


Dżizas, ależ Ty piszesz o czymś innym, piszesz o rzeczach, które robimy nie dlatego, że nam się podobają tylko dlatego, że mamy zewnętrzne czynniki, które "zmuszają" nas do robienia tego. To nie ma nic wspólnego ani z cyklicznością, ani z harmonogramem, ani ze zorganizowaną formą. Tak, nie jestem fanatykiem chodzenia na ćwiczenia na kręgosłup ale łażę tam dwa razy w tygodniu, bo wolę poświęcić półtorej godziny w tygodniu niż umierać z bólu, nienawidzę sprzątać domu, ale ponieważ czasami jest brudno to to robię.
_________________


to travel hopefully is a better thing than to arrive
Robert Louis Stevenson 'Virginibus Puerisque'
 
 
 
Berta von S. 
Matka Wspierająca
nienackofanka



Pomogła: 58 razy
Wiek: 46
Dołączyła: 05 Kwi 2013
Posty: 17468
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-02-16, 12:01:39   

Nietajenko napisał/a:

A ja rozumiem. Chodzi o to, że niektórzy tak mają, że jak lubią coś robić to to robią ale jak muszą włożyć to coś w ramki terminów to przestaje im się to po jakimś czasie podobać bo właśnie "wewnętrzny przymus" działa na to zajęcie destrukcyjnie. Ten "wewnętrzny przymus" wynika z poczucia obowiązku, szacunku dla swoich lub rodziców pieniędzy, opinii otoczenia.

No wreszcie ktoś mnie rozumie. Dokładnie o to chodzi.
:564:

PawelK napisał/a:

Dżizas, ależ Ty piszesz o czymś innym, piszesz o rzeczach, które robimy nie dlatego, że nam się podobają tylko dlatego, że mamy zewnętrzne czynniki, które "zmuszają" nas do robienia tego.

Nie, a przynajmniej ja nie miałam na myśli jedynie rzeczy, do których mnie zmuszają zewnętrzne czynniki. Np. na warsztaty rysunku zapisałam się z zainteresowania rysunkiem (nikt i nic mnie nie zmuszało). I początkowo mi się podobały. Ale potem stały się obowiązkiem, więc przestały mi się podobać. To działa dokładnie tak, jak opisał Nietajenko.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Reklama:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo

Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 12